?

Log in

Previous 10

Jun. 23rd, 2016

Wynurzenie

Odkryć ponownie po roku
ten pusty pokój
internetowej przestrzeni chaosu.

O, nie mieć
nic sobie do
powiedzenia
(to zarzut?).

Zeskrobywać nożykiem słowa
(nożykiem Profesora!)
przecinać ż,y,ł,y l,i,t,e,r

Pomylić backspace ze spacją
to tak, jakby
nie pomylić się
z rzeczą ludzką.

Apr. 23rd, 2015

Moje małe od-krycia

Znów nieuważnie czytam - książkę te.orety!czną. Czytam niby po raz pierwszy z uczuciem déjà vu, które stopniowo przemienia się w przekonanie, że książkę tę już czytałam. Przynajmniej raz. Przepisałam z niej nawet do dziennika cytat z Brzozowskiego, taki ładny cytat. Przepisałam też niezgorszy cytat z Miłosza. Dużo dobrych cytatów jest ukrytych w tym gąszczu tekstu teo.r.etycznego.
Dlaczego go nie pamiętam? Amnezja, demencja, odrzucenie, pominięcie, roztargnienie, wyparcie, zapomnienie. Nie pamiętam, a jednak nasiąkłam naukowym bełkotem. I tylko czasem orientuję się, że moje myśli nie są moje własne. Zadziwiona patrzę przez dłuższą chwilę na ten nowy ląd (nowy lont? może pisany nierozdzielnie, jak gatunek nowyczłowiek, wyczłowieczony taki, no), tę Amerykę i stwierdzam: ja bym jej tak nie nazwała.

Mar. 26th, 2015

Look, A.

"Porzucenie dziennika chociażby na jeden dzień oznacza prawie zawsze porzucenie go na długo, ponieważ luka już się zaczęła; czeka się na odpowiedni moment, żeby ją załatać, a ten moment opóźnia się, opóźnia się tak bardzo, że nić zrywa się i nie wiadomo, kiedy zostanie związana"
(Henri-Frederic Amiel)
(18 maja 1946)

Mar. 18th, 2015

Cud ze słowa

Proszę, oto wyzwanie. Każdego dnia. Zanotuj. Choć jedno. Słowo. Każdego dnia. Bo przecież. Te dni nie powrócą.
Można ujrzeć swoje życie w kalendarzu niezapisanych kartek. Kartki wypadają z kalendarza, to się zdarza, nie należy rozpa-
czać nad rozpadem, nie należy rozpa-
miętywać wymiętych kartek, wyjętych tek tych tchu.

Powiedziano mi, że wszystko zostało powiedziane.
Po wiedz i ano miżeje śli się ode zwę odez węsię cud zym gło sem!

Odpowiadam ciszą (cisza mi odpowiada). Odpowiadam grymasem (Greimasem?) na obcej twarzy. Studiuję Greimasy (grymasy?) na obcych twarzach. Nic nie rozumiem.

Mar. 17th, 2015

Niepotrzebne (skreślić)

Dziwne i niepojęte głębiny internetu, dziwne i niepojęte internetu powierzchnie. Nie ma niczego poza powierzchnią, poza tekstem i hipertekstem, brak dostępu, błąd serwera, a imię jego czterysta i cztery.
Powierzchnia musi być wciąż zapełniana na nowo mrówczymi rzędami liter, musi być w ruchu - bez zbędnych przystanków przy znakach przestankowych. Przejrzystość powierzchni zapewnia przejrzystość języka - zero-jedynkowa utopia ma szansę ziścić się w uproszczeniu zawiłości ortografii do jednego u. Jedno u jest jak (pół) koła ratunkowego dla tonącego. Dobrze w takiej utopii utopić się - czy w skrócie: upić się. Literówki nie są błędem, lecz drgnieniem powieki, rzęsą w polu widzenia. Słabością niewyćwiczonego oka. Bezczynnego oka, które nie podąża za rytmem tekstu i odświeżania strony, jednej wciąż tej samej strony, kiedy palce jeszcze zapamiętale poszukują przewracalnych kart (nie przywracalnych; nie w przeglądarce).
Tekst blaknie, ale nie braknie tekstu. Wciąż generatory tekstów - czytaj: ludzie - wypełniają skrzętnie puste przestrzenie, nadpisują, dopisują, odpisują, podpisują, zapisują, anulują.
Pytanie: czy potrzeba? Stanąć? W obliczu? Tekstu? Wirtualne teksty piszą się same. Wokół. (W oku?) Wirtualni ludzie. W oku. (wokół?) Nicość.

Mar. 16th, 2015

Nieuważne czytanie

Przyznaję się do tego, że czytam nieuważnie. Czytam nieotwarte nawiasy, niedopisane przypisy. Wodzę wzrokiem pomiędzy wierszami. Chwytam słowa, wyrywam je z kon-tekstu. Czytam nieistniejące zdania w istniejących książkach. Zachwycam się słowami, zdaniami. Zdarzeniami. Zderzeniami słów.

To jest dobra książka, mówię, skoro zawiera jedno dobre zdanie. To jest dobra książka, posiada dobre marginesy. Na tych marginesach można odpocząć od słów. Na tych marginesach można poczuć opowieść. 

Jan. 11th, 2014

Fortepian na ulicy (artyści-rzemieślnicy)

Fryderyk choleryk,
takie dziwo,
co się pieni
jak piwo
i tak pięknie szopeni
dziś wystąpi,
dziś wyskąpi z kieszeni
i na drobne
rozmieni
swego talentu pochodne
i tym podobne

Zadra wam w oku,
znaczy, zagra wam wokół,
tak jak każe protokół,
do tańca, różańca i grzańca
koncert życzeń-indyczeń,
polonez-majonez
z walcem-smalcem

Tak łomoce całe noce
nokturny, sonaty
do kolejnej wypłaty,
a rano
piano
i da capo, kanapo.

May. 23rd, 2013

Fryderyk

Fryderyk odgarnia nieznośny kosmyk włosów z czoła
I odgania niepotrzebne myśli
Pianino odpowiada opornym
Stuk-Stuk-Stuk
Stuk-Stuk-Stuk
Stuk
Siedem - cyfra doskonała
Gdyby tak za pomocą
Siedmiu cudów
Siedmiu liter
Opisać świat
Które siedem liter wybrać?
Pianino odpowiada wymijająco ochrypłym
Stuk-Stuk-Stuk
Fryderyk chciałby zawrzeć
Całe dzieło
Stworzenia
W siedmiu słowach
W każdym z siedmiu zdań
Na siedmiu kartach
Ale nie wie
Które ze słów
Powinno wybrzmieć jako pierwsze
Cokolwiek
To być nie może
Choć powinno
Pianino odpowiada ochoczym oczekiwaniem
Na Stuk-Stuk-Stuk
Pianino odpowiada
Przed Fryderykiem
Fryderyk odpowiada
Przed samym sobą
I niecierpliwą Ciszą
W końcu Artysta otwiera pierwsze zdanie
Znakiem zapytania
Odnajduje kościstym palcem
Klawisz C
Celowo, bądź przypadkiem
I tak z Ciemności
Z Ciszy
I z Chaosu
Z siedmiu głosek
Wynurza się Człowiek
Choć mogłoby to być
Cokolwiek innego

Jan. 23rd, 2013

Kryzys Toż Samości

- Stuk, puk.
- Któż to? - Toż Samość w pełni swej samoistności, godności i wzniosłości nas nawiedziła. Ileż wz-niosła w nasze życie po-godnie i przy-godnie, istna Samość w swej istocie.
Uśmierciliśmy Autora (śmy-śmy), rozbijemy i Samość po ość ostatnią, po samiuteńką ość z niedojedzonej, niedogryzionej, nierozgryzionej Samości. 
A Wam nie przeszkadza ta Samość, nie tnie Was jak komar, jak homar, nie martwi jak martwy mógłby zmartwić Autor? Nie tnie Was na pół, na U, na drugą osobę? 

Czy Ktoś mógłby, ktoś z ktości, z krwi i kości, ale najlepiej bezkrwawo, wytłumić tę Wielość i wytłumaczyć, jak Się pisze ja? - Jak jak, bez k na końcu, na ońcu, jak w zdaniu: Ja było na początku, jako tako było. Czy nie martwi Was to o na ońcu, czy niec Was nie martwi? Czy Wam Wasza Waszość nie wadzi, czy Was pro-wadzi, skąd-dokąd? Z kąta w kąt, z ostr-ego w coś roz-warty? 

Czy nie macie ocho-ty zastukać?
Stuk, puk,
stu, pułk,

Czy nie ma-
ocho-ty 
nie stu- ?
Tags:

Sep. 6th, 2012

Monolog frazeologiczny

Budzę się rano - 
pod lawiną śnieżnobiałej pościeli - o ironio - w ciepłym łóżku, ugotowana i gotowa, by rozpocząć nowy dzień jak co dzień, otworzyć okno, by marzenia senne się rozwiały i te sny ciężkie, cięższe od powietrza, ten ciężar na piersiach jak biały kokon pościeli, w którą jestem owinięta wokół palca, którego nie czuję i nie mogę nawet rąk załamać z tegoż powodu, gdyż nagle widzę - jak na dłoni - i rozumiem, że moje ręce jakby ręką odjął i poniekąd na rękę mi to, że nie mam rąk - pełnych roboty. Piękny dzień, cudny dzień chcę chwytać - tylko czym?

Budzę się rano - 
wykopuję się spod lawiny śnieżnobiałej pościeli jak świstak na wiosnę, bo już - o ironio - świta, wygrzebuję się zręcznie, gdyż znów mam ręce, co jest poręczne (bo jak tu bez rąk?). Więc od świtu na nogach, znów dzień jak co dzień - taka myśl świta w mojej głowie, która jest cięższa od powietrza, choć okno nie otwarte, ale ja już wietrzę podstęp i myśl stępa, galopuje, kłusa - i się kończy, bo to krótka myśl, jednak z nóg mnie ścina jak mróz pierwsze nowalijki, ta myśl nowa: brak nóg - ani lewej, ani drugiej lewej, nawet zwalić się nie można z braku nóg, może się uda dotknąć uda, ale nie - jak brak, to brak, taki brak, że człowiekowi pójdzie w pięty brak. Poszły nogi w inne progi, palce, pięta, łydka i kolano poszło jak z płatka śniegu z tej lawiny, co ciążyła mi na piersiach. Taki mi lekko teraz, tak bym mogła iść przez życie - tylko na czym?

Budzę się rano - 
wygrzebuję się jak spod ziemi, z tej lawiny, z tej pościeli, co mnie dzieli od niedzieli, bo to dzień jak co dzień. Czuję, że mam ręce, że mam nogi, że mam sens - i jest mi to po nodze, że mogę po drodze chodzić na rękach.

Budzę się rano - 
znów dzień jak co dzień.

Budzę się rano - 
znów - 
i choćbym spróbowała stanąć na głowie, głowiła się lat dziesięć, choćby mi nawet wpadła do głowy myśl, że tak mogę nagle stracić głowę (nie będąc nawet Marią Stuart czy też inną koronowaną głową, albo choć wybitą z głowy na koronie), to już nie w głowie mi takie mrowie problemów, Lemów czy jakichś mów - wymówkę piękną wymówić mogę, że z głowy mam ten trud - i mam wolne miejsce na głowę. 

Previous 10